07.11.2013

Nastała wiekopomna chwila

gdy Solo bloga zamyka.

Eh, wiedziałem że nie będzie brzmieć tak fajnie jak oryginał




Dobra, może nie zamyka, tylko zmienia. Zacząłem go jako sposób na opisywanie tego co się dzieje gdy kręcę się po Chinach, a że już mnie w Chinach nie ma, więc i blog trochę nie na czasie.

(To będzie jeden z tych ciekawych dla niektórych i nudnych dla innych postów z cyklu "dlaczego rzuciłem Chiny", więc lepiej się nastawcie na ścianę tekstu)

Małe podsumowanie (na początek o.0 ) - w Chinach byłem prawie trzy lata, cośtam pozwiedzałem, trochę też mówię i czytam. Czas spędziłem pracując w klasycznej, 8 godzin na dzień firmie, więc codzienne imprezy do rana nie były standardem (niestety ;) ).

Przyjeżdżając do Pekinu, nie wiedziałem czego się spodziewać. Nikogo nie znałem, miałem jeden kontakt na facebooku w razie gdybym potrzebował kogoś kto mówi po polsku, z netu dowiedziałem się wielu rzeczy które tak naprawde były już przestarzałe. Chiny, klasyczny obraz zakorzeniony w umyśle: tanio, zupki chińskie, dużo ludzi, tandeta.

Jednocześnie miałem ten komfort, że przybywałem do dobrej firmy - wiza Z, pracownicza, Hr odebrał mnie na lotnisku, tydzień w hotelu na znalezienie mieszkania.

(szkoda że firma przestała istnieć w takim obrazie)

Pierwsze dni, pierwsze doświadczenia, pierwsze wow i o cholera.

Czas minął szybko, firma się zmieniła i nasze drogi się rozeszły, Pekin się "objadł" i zaczęły wychodzić na wierzch elementy nie takie już fajne.

Siedzę teraz w 30 stopniach, za oknem leje co pół godziny przez parę minut, i dociera do mnie gdy piszę, że tak jak pół roku temu chciałem rzucić Pekin w cholerę już, teraz, to po tygodniu poza wielkim molochem mam do niego uczucia... ambiwalentne.

(jak to może widać, post będzie głównie o Pekinie)

Dobra, to lecimy tak bardziej z góry na dół, ponieważ mi się to pisanie wlecze.

Rzeczy których będzie mi z Pekinu brakować, to: (tutaj powina być taka lista)

Ludzie. Kropka. Może powinienem dodać obcokrajowcy, aby być fair. Osoby które poznałem były zdecydowanie najbardziej wartościowym elementem który wyniosłem z pobytu w Pekinie. Może to efekt tego że Pekin, Chiny, to taki dziwny kraj (to się zmieniło w ostatnich latach, aby być fair), więc i ludzie którzy tutaj przybywają są z definicji trochę przefiltrowani.

(o czym ja piszę? szybkie wyjaśnienie)

Osoba bardzo zamknięta albo taka która jest w cholerę zadufana będzie miała cięzki czas w Pekinie i nie wytrzyma zbyt długo. Chcąc nie chcąc, w tak abstrakcyjnym kraju czasami trzeba poprosić innych o pomoc. Jednocześnie jeżeli nie zmienimy swoich przyzwyczajeń i oczekiwań, to każdy dzień będzie mordęgą.

Z powyższego, poznając kogoś nowego, mamy większą szansę że nowy znajomy będzie interesujący do rozmowy, a nie kolejny osobnik który będzie narzekał na pracę, szefa, żonę i kochankę.

(bez idealizowania, w każdym miejscu poznamy idiotów, także tutaj. Po prostu łatwiej ich uniknąć)

Ciężko przelać na klawiaturę to ciepłe uczucie gdy pomyślę o tych wszystkich dobrych momentach razem, o ciągle uśmiechniętych włochach, sarkastycznych australijczykach, otwartch niemcach, innych chińczykach. Oraz, last but not least, naprawdę zajebistych polakach, łamiących stereotyp "w innym kraju unikaj polaków". Mam nadzieję że to czytacie, mendy :P

Ok, ok, się rozczulam ;). Punkt następny, Pekin jako miasto to Miasto. Jest wielkie, głośne, pełne wieżowców, wydarzeń, kin, technologii, konferencji, samochodów, rowerów, koncertów i całej masy innych rzeczy. Możemy żyć w okolicy gdzie życie zamiera po 10, lub w takiej gdzie ze wschodem słońca wypraszają nas z baru.

Cała ta energia że coś, gdzieś jakoś się dzieje jest odczuwalna. Po tygodniu pracy z domu, gdy wybrałem się na spotkanie z klientem do centrum IT,  ten cały buzz, to uczucie że dookoła świat idzie naprzód przyprawił mnie o dreszcze. Coś niesamowitego.

(porównując to z obecnym miejscem, jeden z loalnych mówił jak dalego jest mieszkanie i że tak naprawdę to już poza miastem. 15 minut na skuterku, wywołał uśmiech na twarzy)

Może to przez to że jestem w IT, technologie to je to co mnie rusza. Czas na tą listę wspominaną powyżej, rzeczy za którymi będę tęsknił.

Pociągi które pokonują tysiąc kilometrów w trzy godziny, gdzie druga klasa bije naszą pierwszą.

(tutaj, obecnie: 500km w 9 godzin....)

Taobao, takie allegro, gdzie można kupić chyba wszystko, z dostawą w kilka dni. Wietnamska kawa? Jest. Lasery do zabawy z kotami? Jest. Części do kompów? Mehehe, jasne. Kalendarze, przybory do malowania, krzesła do masażu, wszystko.

Tanie chińskie technologie, które robią się nie takie chińskie. Gdybym nie wyjeżdżał, na liście zakupów czekał tv. 47 cali, 3d, wifi, 2g, streaming filmów itp, za 1500zł. Telefon, technologicznie i stylem (ze zdjęć ;) ) bijący iphona i androida, również za 1200zł.

Autostrady, drogie, za to wszędzie. Wypad na weekend, 500km, 5 godzin.

15 albo i więcej linii metra, można dojechać praktycznie wszędzie, za złotówkę.

Darmowe rowery przez pierwszą godzinę, potem 50gr na godzinę. Umieszczone aby były używane (przy wejściach do osiedli, stacjach metra, punktach turystycznych), a nie oglądane.

Jedzenie praktycznie z całego świata. Włoskie, japońskie, koreańskie (obydwie koree), tajwańskie, rosyjskie (polska była ale upadła :/), oczywiście niesamowite amerykańskie.

Otoczenie 100 piętrowców, galerii handlowych 4 razy większych niż Bonarka, czteropasmowych dróg, uczucia że jesteśmy w Mieście.

Ok, może nie IT, ale również ważne :p. Piękne kobiety. Ej no, serio. To jest tak. Wyrosłem w Polsce, kraju pięknych kobiet (kto się nie zgadza, dostanie łomot). Następnie przybyłem do Chin, inny typ, lecz również przyjemnie. Potem spędziłem miesiąc w stanach, gdzie Amerykanki uświadomiły mi, jak dobre otoczenie miałem całe życie. Tyle :)

Listy koniec, tyle pamiętam na szybko :)

Jak widać, nie cierpiałem tego miejsca ;). Tak serio, z powyższego może wynikać że przepadałem za tym miastem, więc czas na listę (lubię listy, pracuję przy kompach) mniej fajnych rzeczy.

Zanieczyszenie. Jednym słowem, legendarne. Szkoda mi klawiatury, możecie poczytać na tym blogu albo innych, jest tego pełno. Na krótki (kilka lat) okres jest okej, na dłużej nie ma bata

(rząd w Pekinie walczy, walczy, wprowadza coraz więcej zakazów i powoli widać efekty. Może za kilka lat)

Mieszkania. Może bańka, może nie, mieszkania są gorzej niż drogie, do tego ceny rosną co roku albo i częściej. Ostatnie mieszkanie skoczyło mi o ok 25%, wcześniejsze o 20 i tak dalej. Do tego problemy przy znalezieniu nowego itp.

Internet. Cenzura to jedno, nawet vpn nie pomaga gdy rząd odstawia jakieś akcje. Prędkości wołają o grom z nieba.

Ceny. Wszystko w Pekinie jest drogie, natomiast gdy chcemy kupić coś importowanego, to każdy produkt jest kilkanaście procent albo i więcej droższy niż gdzie indziej. Nakłada się na to zarówno podatek na towary importowane jak i świadomość dużych marek że ciągle mogą wysysać pieniądzie z chińczyków którzy nie mają lokalnych dobrych alternatyw.

Zanieczyszczone jedzenie. Normy to kpina, najlepiej jak nie jemy kury, wieprzowiny, wołowiny, ryb, warzyw i owoców, wtedy jesteśmy bezpieczni.

(możemy jeść importowane, patrz punkt powyżej)

Nigdy się nie zlejemy z tłumem. Czasami jest taki dzień, że chcesz ubrać słuchawki, zamówić kurczaka i odpłynąć. Niestety, nie tutaj.

Wszyscy wyjeżdzają. Ok tutaj się rozpiszę. Jak widać powyżej, Chiny mają problemy - wiele. Efekt jest taki, że dużo osób wytrzymuje dwa trzy lata i wyjeżdża. Tak samo stało się z naszą grupą. Po zimie zaczął się sezon wyjazdów, i było to lekko depresyjne. Pierwsze "imprezy pożegnalne" były super (hey Dan and rest, I owe you for bribing police guys), nasza była już bardzo kameralna, dwie trzy osoby zostały. Rozwiązane wydaje się proste - nie wiązać się blisko z ludźmi. Szkoda, że się nie da, ponieważ ludzie świetni ;). W każym razie, jest tak zwany przemiał

(mówi się, że ktoś kto siedzi w Chinach więcej niż trzy lata zapewne zostanie, prawda Robert? ;) )

Dobra, kropka. Tak to wygląda, jest tego pewnie więcej, na razie nie mam siły tworzyć. Miałem stworzyć jeszcze jednego posta z cyklu jak się nastawić jeżeli przyjeżdzamy na dłużej, może później.

Co dalej? Dobre pytanie. Czy pisać dalej, z miejsca gdzie jestem?

(zagadka z ostatniego posta - Indonezja :) )


1 komentarze:

szneke pisze...

pisać, pisać!

Prześlij komentarz