24.02.2012

Język chiński czyli co to za chińszczyzna?

Prosty krzaczek oznaczający "Ja"

Zbierając się od jakiegoś czasu do napisania posta dotarło do mnie że jest wiele tematów o których nie wspomniałem a które wydają mi się (w tym momencie :p) oczywiste. Np jedzenie czy też (kto zgadnie?) język chiński. Ponieważ do bloga o jedzeniu nie mam dostatecznie wiele fotek, więc pora na coś łatwiejszego, język!

W końcu jak trudny może być inny język?




Haha, dobry dowcip :). W końcu co tu może być trudnego? Zupełnie inna baza słów? Kompletnie inny alfabet, gdzie sama podstawa to dwa tysiące znaków, które w większości wypadków nie stanowią wyrazów (a do naprawdę komfortowego czytania książek uważa się że 5-8 tysięcy znaków jest podstawą), ah, dwie wersje tego alfabetu, prosta i skomplikowana (na szczęście w większości miejsc jest już jedna. Poza Hong Kongiem, Tajwanem i praktycznie każdym miejscem poza Chinami), cudowne tony (maaa, ma!, ma? i już mamy trzy różne wyrazy),  zgadywanie znaczenia wyrazów z kontekstu, ponieważ ten sam dźwięk ma dwa miliony różnych znaczeń, z czego 99% jest obraźliwa i sprawi że zostaniesz zadeptany przez tysiące urażonych lokalnych? Luuuz :D. Ok, lecimy, zobaczymy ile mi się zmieści w jednym poście ;)

Myśląc o języku chińskim każdy z nas ma jakieś wyobrażenie - dziwne dźwięki, krzaczki których nikt nie rozumie, menu z którego nie zorientujesz się czy zamawiasz kurę czy psa, pisanie tylko przy pomocy pędzelka i inne takie. Spoko, w rzeczywistości jest dokładnie tak jak się wydaje :P.

Zacznijmy od tego że język chiński nie istnieje. Ok, jestem prawie pewien że tą frazę gdzieś przeczytałem i tutaj bezczelnie kopiuję :p. Czasami można zapomnieć że Chiny są ogromne, to co dla nas jest jednym krajem, jest wielkim miksem azjatyckich kultur, dawno temu złącznych w jeden kraj.  Poszczególne prowincje (które czasami są większe od krajów w Europie...) mają własne języki, które dla zmyłki nazywane są dialektami (pewnie aby nie sprawiać wrażenia że Chiny nie są takim monolitem jakim się starają zaprezentować ;) ). To czym obecnie porozumiewają się tubylcy to standardowy język chiński, bedący jednym z dialektów (północny).

Aby łatwiej sobie uświadomić jak wielkie są różnice pomiędzy dialektami, wystarczy wyobrazić sobie że poszczególne prowincje to kraje w Europie, natomiast chiński to Polski (he he). Mając to w głowie, możemy teraz pogadać o poszczególnych prowincjach - i tak mamy te, których dialekt jest bardzo podobny do standardowego chińskiego (ukraiński, rosyjski), oraz te które są kompletnie różne (niemiecki, francuski). Gdyby nie standardowy chiński, ludzie z tych prowincji nie mogliby się zrozumieć :). Tak samo ludzie z różnych prowincji mówią po "chińsku" z prowincjonalnym akcentem (np akcent dziewczyn z Hong Kongu uznawany jest za "blond" akcent ;) ). Jednocześnie, co ciekawe, mają ten sam alfabet, czyli mogą się porozumieć w piśmie, ale nie w mowie. Co jest w sporej części prawdą także między Chinami a Japonią - znając chińskie hanzi możemy zrozumieć większość napisów w Japonii (ale nie przeczytać na głos :) )

W praktyce, dzięki reformom rządu, wszyscy w szkołach uczą się obecnie putonghua (czyli standardowego chińskiego), lecz jeżeli ktoś nie wyjedzie ze swojej okolicy, to może sobie poradzić w ogóle go nie używając. Co prowadzi do sytuacji którą opowiadał mi znajomy - podczas pierwszego tygodnia na studiach w Pekinie ludzie nie mogli się zrozumieć. Po pierwsze nie byli przyzwyczajeni do mówienia w standardowym, po drugie nie byli przyzwyczajeniu do jego słyszenia (poza dobrą wymową w tv).

Tym sprytnym wtrąceniem mogę napisać o kolejnej ciekawostce - tv. Wszystko (albo wszystko co widziałem, a nie ma tego zbyt wiele ;) ) w tv posiada napisy. Brzmi to dziwnie, jak to, chińskie napisy do chińskiego języka, dopóki nie weźmiemy pod uwagę powyższego. W ten sposób rozwiązane są dwa problemy - jeżeli ktoś nie mówi dobrze w putonghua, zapewne poradzi sobie z czytaniem krzaczków, jednocześnie jeżeli pojawi się lokalny akcent lub lokalne słowo, krzaczki pomogą zrozumieć ludziom z innych prowincji. Proste i wygodne :)

Ok, tyle wstępu. Następnym razem (może tym razem nie po kilku miesiącach ;) ) napiszę o cudownych tonach lub o cudownych krzaczkach (Hanzi!)

2 komentarze:

szneke pisze...

no właśnie, mógłbys częściej robić wpisy :D nie zamulaj bo fajnie się takie niusy czyta :D

Lukasz Soluch pisze...

Hehehe okej, postaram się :P Dla Ciebie! :D

Prześlij komentarz