28.02.2013

Jazda jazda jazda vol.2

Stłuczka na autostradzie, czyli korek
Pojeździłem przez ostatnie tygodnie trochę więcej, czyli z cyklu temat rzeka: na chińskich drogach. Do opowiedzenia jest wiele, do pokazania mniej.

Inspiracją jest, nie ukrywając, Peter Hessler i jego znakomita książka "Country Driving" gdzie w świetny sposób opisuje wpływ rozwoju autostrad na kulturę życia w Chinach.

Spróbuję przedstawić jak to wygląda z mniej amerykańskiej perspektywy :). Wspominałem już o prowadzeniu auta wcześniej (o tu tu), postaram się nie powtarzać - zbyt wiele :)

Posiłkując się wspomnianą książka, aby uzmysłowić sobie jak Chińczycy jeżdzą, wystarczy wspomnieć jeden z fragmentów od Hesslera (uwaga, tłumaczenie z pamięci): tutaj ludzie jeżdzą tak jak chodzą, czyli prawie się dotykając, wciskając gdzie się tylko da, ignorując przepisy i światła,  byle szybciej i do celu. Gdy dołożymy do tego brak wieloletniego obycia z autami i tym jak są groźne, łatwo zrozumieć chaos na ulicach. Jadąc cichą 50ką w gołoledzi, przy zamarzającym lodzie na szybie, byłem mijany zarówno przez wypasione Beemki mknące setką, czy rozpadające się VW Jetta sprzed dwudziestu lat, wcale nie wolniejsze.

Gdy jeździmy po mieście, to stara dobra zasada oczy dookoła głowy - lecz ze skupieniem na lewej i prawej przedniej stronie. Możemy być prawie pewni, że ktoś siedzi nam na ogonie, 20cm od zderzaka i się wkurza, że wleczemy się nędzne 80 po mieście. Panują tutaj niepisane zasady (a może pisanie, nie znam ich) i nieokreślone przepisy kiedy można się bezpiecznie wcisnąć komuś na jego pas, a kiedy jest to samobójstwo. Chińczycy mają to we krwi (albo się nie boją), dla pozostałych kwestia wiary że inne auta mają dobre hamulce. Jeżeli nie nauczymy się wciskać pod koła innych, będziemy stać w korkach. Wrażenie podobne jak we Włoszech, tylko tam ten rozgardiasz wydawał się bardziej metodyczny.

W wyniku tego jazda po mieście jest dużo bardziej "dynamiczna", ze znacznie większą ilością gwałtownego przyśpieszania i ostrego hamowania. Jeżeli nie mamy weny, możemy też pojechać spokojnie, tylko wtedy droga może być znacznie dłuższa :)

Większość doświadczenia jakie tutaj mam jest z Pekinu lub autostrad (o których poniżej). Zdarzyło się kilka mniejszych miejscowości (czyli jedynie milion mieszkańców), z nich wrażenia są bardziej wnerwiające. Im mniejsza miejscowość, tym bardziej ludzie ignorują co się dzieje na drogach. Parędziesiąt kilometrów od centrum Pekinu (lecz ciągle w Pekinie), w jednej z zewnętrznych dzielnic, można zapomnieć o cywilizacji. Także gdy mamy zielone to rowerzyści, trójkołowce wjadą nam prosto na maskę. Jedną z przyczyn może być to, że nawet gdy wina leży całkowicie i niepodważalnie po stronie pieszego, kierowca i tak jest odpowiedzialny. Zawsze. Jestem całkowicie zaskoczony że nie ma tutaj dużo więcej wyłudzeń i spraw w stylu Rosji, gdzie ludzie wskakują na maski aut aby dostać odszkodownie. Może to kwestia strachu, że nie wiadomo na kogo trafisz w aucie, może ktoś z Partii kto nie tylko nie zapłaci ale jeszcze dotkliwie pobije (się zdarzało). W każdym razie, im mniejsze miasto tym piesi odważniejsi.

Do przemieszczenia się pomiędzy Pekinem a innym miastem mamy rozbudowaną sieć autostrad. Jak kiedyś wspomniałem, widać kryzys w pełni - na pobudzenie gospodarki rząd zainwestował w drogi, pokrywając kraj (a przynajmniej część która znam) gęstą siecią dróg. Praktycznie wszędzie gdzie jechaliśmy to korzystaliśmy z kilkupasmówek, jednak aby nie było tak pięknie autostrady mają swoje wady. Jedną z nich jest cena - uhh, do najtańszych nie należą, np za 250km odcinek trzeba zapłacić 50 zł. Szybkie pociągi wychodzą taniej, chyba że mamy pełne auto :).

Gdy już jesteśmy na autostradzie, możemy zauważyc "unikalne" zjawisko. Otóż w Chinach całkowicie nielegalne jest wyprzedzanie z prawej strony. Nieważne czy autostrada czy nie, po prostu nie można. Teraz drugi punk magii, różne pasy mają swoje minimalne i maksymalne limity, czyli np. gdy są trzy pasy, na skrajnie prawym możemy jechać minimalnie 60, maksymalnie 100. Na środkowym minimum to 80, maks to dalej setka. Najszybszy, prawy, to co najmniej 90, a odgórny limit to 120. Fajna teoria, teraz praktyka - łatwo zgadnąć jaki jest efekt takich limitów. Na najszybszym, skrajnie lewym pasie co chwila trafia sią jakiś geniusz który jedzie minimalne 90, ponieważ tak może. Dołóżmy do tego wspomniany przepis i.... szlag trafia - lub by trafiał, gdyby nie to że na szczęscie nie słyszałem aby ktoś dostał mandat za wyprzedzanie po prawej. Więc chcąc-niechcąc, gdy jest trochę ruchu, praktycznie co chwilę łamiemy przepisy.

Jia you!
Takie wyprzedanie można zrozumieć (w Polsce w określonych warunkach można wyprzedzać po prawej), jednak niektórzy kierowcy przemieszczają granicę tego co można trochę dalej. Gdy jeździmy poza miastami, czasami - niezbyt często ale też nie za rzado - zdarzają się auta które łamią wszelkie przepisy, nie przejmując się fotoradarami. Taki samochód będzie jechał więcej niż 150, często przecinając trzy pasy na raz aby na koniec wcisnąć się na awaryjny prawy i tam zacząc wyprzedzać ciężarówki.

Nieustraszony?

 Tutaj jeszcze nie spotkałem reguły. Są to auta zarówno nowe, wypasione, na tablicach rządowych, jak i stare rzęchy które trzymają się na taśmie i kleju. Po prostu od czasu do czas trafia się taki pocisk i już. Dlatego gdy jesteśmy na prawym pasie, to trzeba patrzeć również w prawe lusterko ponieważ nagle może nam tam wyskoczyć niewidzialne auto.



Pan zgubił numerek
Za pierwszym razem jak widzimy kogoś łamiącego przepisy w tak oczywisty sposób, możemy się zastanawiać gdzie są te radary, ktore ostatnio wlepiły nam 100zł kary i 3 punkty? Tutaj pojawia się kolejny punkt o którym kiedyś wspomniałem w starym poście.  Często-gęsto, takie pojazdy nie mają tablic więc i zdjęcie im niegroźne,  do tego mogą liczyć że policja ich nie zatrzyma, obawiając się kto prowadzi auto (patrzy wyżej przykład z pieszym).


Drugą opcją na ominięcie przepisów jest lewa tablica. Jak to Chiny, można kupić wszystko co prawie prawdziwe, więc taka zwykła tablica z auta to nie problem. Możemy wybrać numer, model (armia czy nie), co się nam podoba. Cen nie jestem pewien, jeżeli na moto kosztują 100zł (tyle płaciłem :D ) to zgaduję że auta będa może 200?



Jest jeszcze trzecia opcja poradzenia sobie z mandatami. W Chinach panują podobne przepisy jak w Polsce - jeżeli dostaniemy fotkę, kierowca zgłasza się na policję i bierze na siebie punkty (co ciekawe, punkty nie znikają po 12 miesiącach od otrzymania, lecz resetują się na 0 w dniu gdy nasze prawko zostałe wydane. Czyli cały rok możemy mieć czysty stan, aby w ostatnim tygodniu dostać dychę, która po 7 dniach zniknie z naszego konta). Nie trzeba było wiele aby przedsiębiorczy naród zauważył okazję - po co mają punkty leżeć i się marnować? Więc możemy je kupić, ostatnio jak słyszałem 50zł za jeden. Czysty kapitalizm - jak masz pieniądze,  jedziesz szybciej, płacisz więcej.

News z pamięci, więc może liczby nie będa dokładne. Jedno z aut-rekordzistów (chyba BMW X5), gdzieś na południu Chin, zebrało w ciągu roku ok 1 000 punktów, płacąc w mandatach około 100tys zł...

Wspomniane wyżej zachowanie pieszych ma też inny efekt na drogach - ogromną masę wypadków. Rząd stara się coś z tym zrobić, głównie przez wprowadzenie nowych, idiot.... interesujących przepisów. Jednym z nich, pod koniec zeszłego roku, było... dodanie mandatów za przechodzenie na czerwonym świetle. Absurd tego jest ciężki do oddania, tutaj naprawdę trzeba by zobaczyć 4 pasmową ulicę, gdzie pomiędzy każdym pasem stoi grupa 10 osób która pcha się pod koła aut, byle tylko przejść. Na jednym skrzyżowaniu trzeba by postawić armię policjantów aby byli w stanie wyłapać ludzi którzy łamią ten przepis. Do tego ogromna kara, wynosząca... 5zł... i jakbym tylko zobaczył kogoś kto wlepia mandaty, sam bym przebiegł na czerwonym aby tylko mieć pamiątkę. Mandat za przechodzenie na czerwonym w Pekinie! Hahahahhahahah

Wiadomo, rząd to nie kretyni, zorientował się że pieszych nie może kontrolować, więc od stycznia obowiązuje jeszcze jeden nowy przepis. Otóż od tego roku przejeżdzanie na pomarańczowym jest równoznaczne z przejechaniem na czerwonym. Innymi słowy, mamy dwa światła - zielone i czerwone. Jak auto jest w połowie za linią gdy włączy się żółte-czytaj-czerwone, 6 punktów oraz 200zł - prędkość jaką miałeś nie ma znaczenia, droga hamowania potrzebna do zatrzymania również nie. Efekty były natychmiastowe.

Ludzie dojeżdzając do skrzyżowania, gdy mają zielone, hamują do 10km na godzinę, aby w razie gdy zmienią się światła, móc wyhamować na czas. Ci którzy nie zwalniają, jeżeli włączy się im żółte, cisną po hamulcach aby z piskiem zatrzymać się przed linią. Bezpieczeństwo poprawione!

Ciekawostka, pojawiły się pytania dlaczego nad skrzyżowaniami nie ma stoperów odliczających czas do zmiany świateł. Rząd odpowiedział że takie liczniki się nie sprawdzają ponieważ światła sterowane są komputerowo, o zmiennej długości, więc liczniki byłyby nieprawidłowe i mogłyby wprowadzać zamieszanie gdy liczby się nagle zmieniają. Ciekawostka dlatego że ten sam argument został podany przez magistrat we Wrocławiu który wyjaśniał dlaczego usunął sekundniki z centrum Wrocławia.

Zachowanie na drogach powoli się zmienia, ludzie się uczą. Na razie możemy zapomnieć że ktoś nam podziękuje światłami za wpuszczenie w korku - lub zrozumie taki sygnał- lecz krok po kroku po Pekinie jeździ się fajniej i fajniej. Może dlatego że się przyzwyczajam, może rzeczywiście jest lepiej. Możliwe też że poza tymi rzeczami powyżej, jazda tutaj jednak przypomina jazdę po Polsce. Gdy wiozłem znajomych z Australii, pytali się jak to możliwe że w ogóle jestem w stanie tutaj prowadzić, przecież to czysty chaos, drogi tutaj to koszmar. Mogę się tylko cieszyć z treningów na odcinku Kraków - Rzeszów :D

Na koniec bonus. Zdjęcie jest warte tysiąca słów, filmik tysiąca zdjęć. Pierwsza próba pokazania ruchu, nakręcona podczas Festiwalu Wiosny, gdy drogi były puste. Jakość nie jest najlepsza, następne mam nadzieję będa lepsze.

Oto Pekin! Nie ma zbyt dużo ruchu, to w następnym video :)

0 komentarze:

Publikowanie komentarza