15.04.2013

Mpk razy sto

Jest karta jest szoł

Nareszcie zainwestowałem w PRZYSZŁOŚĆ. Mały krok dla Pekinu ale wielki dla mnie - i dla portfela.

...

Kupiłem sobie kartę miejską!





Widok z 22 czyli
 19 piętra
Szalony ten czyn związany jest z radosną wiadomością, że zmieniłem miejscówkę w której przechowuję zbyt wiele rzeczy (czytaj mieszkanie) z kompletnej dziury gdzie było fajnie, tylko wszędzie daleko a rano trzeba pobić trzydzieści osób zanim się znajdzie taksę (lub czekać nieograniczony czas na mpka - o tym niżej), na Centrum! Duże C! Dobra, może takie średnie, ale nie mam na klawiaturze. W Pekinie centrum zależne jest od tego o czym mówimy, jak rządowe to drugi pierścień, jak biznesowe to pewnie Guomao, jak techniczne to Zhongwencun itp itd. Hacjenda ma, piękna i urocza, o ścianach wytapetowanych jakościowo niczym pan spod dworca, znajduje się bliżej tego biznesowego, a dokładniej to jeden przystanek metra dalej, Shuanjing. Ah, te światła! Ah, te 24h sklepy! Ah te piekarnie! Ah te poranne korki! (tutaj chciałem wkleić linka do mapsów z pokazówką z ruchu, ale ich "dane historyczne" są kompletnie lewe. Guomao przejezdne o 20? Hahahhahah czysta kpina)

W każdym razie, po pierwsze, na mieszkaniu nie mam nic do picia, więc wcinam teraz (północ) redbulla (który w Chinach jest bez gazu więc smakuje jak rozpuszczony landrynek), ostatnią rzecz o konsystencji mniejszej niż cegła którą udało mi się znaleźć, efekty czego widać. W razie jakbyś, drogi czytelniku, stracił wątek, polecam usiąść wygodnie, walnąć byczka i dołączyć do jazdy (tak w ogóle, to znajomy mi powiedział że czasami czyta niniejszą twórczość poprzez google translate. Ciekawe ile takich skoków myślowych jest przetłumaczalnych, chyba jutro się go spytam)

Dobra dobra, nie o tym. Dzisiaj na tapecie Nowy Jork, ee, znaczy u mnie na tapecie, tutaj natomiast mała namiastka o komunikacji miejskiej w Pekinie (tak w ogóle, to czwarty akapit a jeszcze nie zacząłem pisać na temat. Uh.). Mała ponieważ nie używałem tak często, plus redbull się kończy.

W każdym razie, karta miejska! Jest to taki genialny wynalazek, który, ciężko zgadnąć, jest kartą miejską! Cudo to umożliwia nam przemieszczanie się miejskimi środkami komunikacji bez gotówki, gdyż kartę doładowujemy a następnie używamy na zasadzie zbliżeniowej. Z tego co wiem nie ma czegoś takiego jak bilety miesięczne, dzienne, tygodniowe, zwyczajnie płacisz gdy jedziesz. Możemy jej używać w metrze, autobusach, i, podobno, taksówkach. Nie sprawdzałem ostatniego, wierzę na słowo (i naklejki w taksach). W metrze świstamy przy bramkach, w autobusach są specjalne czytniki gdzie też sobie machamy. Luz blues i orzeszki.

Kolorowe sny kiedy ja...
czekam na metrooo
Zacznę od tego od czego Pekin słynie - metro. Och Panie. Po pierwsze, polskie wiki jest w ciul nieaktualne, mówi że tu jest 8 linii, ha! Po prawej pisze bardziej dokładnie, tzn mają ich 16. Uhu, szesnaście, czyli trochę więcej niż w Warszawie. (gulp redbull) 8 Marca 2013 po raz pierwszy w historii ilość ludzi przewiezionych w metrze w ciągu jednego dnia przekroczyła 10 milionów. Czyli w ciągu 5 dni, pracującego tygodnia, metrem mogą się przejechać wszyscy w Polsce (standardowa liczba jest mniejsza, coś koło 8mln). Sieć składa się z linii łączących peryferie z centrum, linii przecinających miasto, linii okrążających miasto, ogólnie linie wszędzie. Najlepiej widać to na obrazku obok (lub trochę u góry w zależności gdzie się wyświetlił). Obecnie metro występuje przy praktycznie wszystkich atrakcjach, więc podczas wypadu turystycznego spokojnie można obyć się bez taksówek. Zajmie to trochę więcej, poznamy kilka tysięcy nowych znajomych dzięki tej przepustowości 10 milionów, ale dojedziemy.

Mała próbka

Gdy gdzieś nie ma stacji metra (tak jak na moim starym lokum, echh), wtedy pozostają autobusy. Te są zabawniejsze jako doświadczenie. Metro jest pierwsza klasa, wszystko po angielsku, nowocześnie, mapki, czasy przyjazdów, bramki na wejściu, szmery bajery. Autobusy natomiast, hoho. Zdjęcie obok to screen z mapki od Ionuta, pełna wersja tutaj, polecam zobaczyć aby sobie uświadomić skalę. Ogólnie jest ich od groma, i w sumie tyle wiem. Wiem jeszcze że kierowcy jeżdzą jak szaleni, rozkładów nie ma, ludzie pchają się bardziej niż w metrze i da się jechać na gapę.

Dobra, to po jednym, może najpierw rozkłady. Zgaduję że to przez słynne korki, rozkłady nie mają żadnych czasów poza pierwszym i ostatnim busem. Nie ma nawet co ile jeżdzą, po prostu przychodzimy na przystanek i mamy nadzieję że podjedzie... Taak, bardzo ułatwia to planowanie czegokolwiek ~.~ Czasami w ten sposób stoimy 15 minut a to podjeżdzają trzy 406, dwie zawalone po dwa poziomy (yup, mają poziomowe), trzeci pusty. Pasażerowie i tak walą do dwóch pierwszych, pewnie stosują tą samą zasadę co przy wyborze restauracji (jak jest pusta to jedzenie niedobre). Jeżeli idzie o jeżdzenie na gapę, to sytuacja wygląda tak, że zazwyczaj wchodzimy przednimi drzwiami i wtedy pikamy przy kierowcy / wrzucamy mu gotówkę, lub w środku będzie harda pani (rzadziej pan) która krzykiem popędza wszystkich i każe im pikać lub płacić. Więc gdy jest tłum, pchamy się z nowym sąsiadami i machamy portfelem mniej więcej z inną osobą. Bardziej bezczelnie to uśmiechamy się do pani i stajemy. Spora (jak na razie 100%) szansa, że kontrolerka będzie zbyt niepewna aby krzyczeć na obcokrajowca i nas zignoruje. Zgaduję że cała idea biletów opiera się na kwestii zaufania/strachu/kontroli - czuję że Chińczycy nie naginają prawa gdy ktoś może publicznie im powiedzieć że łamią standardy zachowania (strata twarzy), a od tego jest tutaj krzycząca pani. Ma szacun i tyle. Idea jazdy na gapę wzięła się z rozmowy z Hebe, gdy spytałem czy nikt tego nie robi. Odparła że to niemożliwe, aby się udało. Nie, że nikt nie robi, po prostu niemożliwe. W następnym autobusie udowodniłem jej że nie ma rzeczy niemożliwych :D

Pan Red
Ok red się skończył, więc czas na podsumowanie. Po co kupować kartę jeżeli można za każdym razem płacić za bilet? Powody są różne dla różnych środków komunikacji. Dla metra to zwykła wygoda, tupamy do bramek, przechodzimy przez kontrolę ze śpiącą albo grającą na telefonach kontrolą, pikamy i jesteśmy w środku. Dwa yuany (dla przypomnienia, obecnie jeden yuan to ok pół zł, łatwo się wszystko liczy) i jesteśmy w środku (tak przy okazji, jak wejdziemy do sieci metra, za tą złotówkę, to jeździmy ile chcemy. Możemy się przesiadać w nieskończoność, opłata nie zależy od czasu czy dystansu :O). Z autobusami jest kapkę inaczej, dzielą się albo na te za jednego yuana albo na te gdzie opłata zależy od trasy, od 1 yuana do 2.5 (więcej na razie nie widziałem). W tym wypadku karta to nie tylko wygoda, ale i 60% zniżki. Serio, 60% dla każdego kto ma kartę, nieważne czy student, babcia czy zagubiony turysta w środku jakiegoś hutonga. Więc przejazd kosztuje nas wtedy całe 0.4 yuana czyli 20 groszy. Cały czas mnie to szokuje, przejazd za 20 groszy. Wspominałem że przejazd z kartą to 20 groszy?

Tym pytaniem zakończę na dzisiaj, rozwiązując zagadkę w jaki sposób to wielki krok dla portfela - mogę w końcu pozbyć się monet które używałem na stacji metra!

Ps. Czuję że byk wyparowuje, co też pewnie widać w stylu na końcu. Tak to jest jak się robi półgodzinną przerwę na małe conieco, jak to Kubuś Puchatek kiedyś powiedział

0 komentarze:

Publikowanie komentarza