2.06.2013

Turystycznie

Uśmiech
Po ostatnim katharsis z postami, uczę się pisać od nowa. Wyczyściłem drafty, wyczyściłem myśli, zrobiłem przerwę, mogę zacząć ponownie.  Uczę się od innych, czytując wspomnianego Sebę (np z Korei Północnej) czy Filipa (świetny Chiński Zwiad (jeszcze nie czytałeś/aś/uś ah ten język polski, to musisz) )

Dodatkowo Sebę odwiedzili tacy jedni, tacy fajni, tacy za którymi się tęskni (cześć misiaki). Pokazali nam, mi, co też ludzi trzyma w Pekinie, co sprawia że mimo AQI 300+, taksiarzy próbujących Cię rozjechać na zielonym, policjantów "wszyscy po dwie stówy i zapomniny o sprawie", panów ze sztachetami i panów z kluczykami do Twojego skutera, że jest tutaj dużo rzeczy o których warto wspomnieć, nawet w grafomańskim stylu.

W każdym razie, dzisiaj bardziej strumienioświadomościowo a turystycznie, zamknięta fabryka stali.




Miejsce przewijało mi się od jakiegoś czasu na liście todo, lecz zazwyczaj było coś innego, pilniejszego. Jednak ostatnio dowiedziałem się że słynny opuszczony Wonderland został rozebrany, zanim udało nam się do niego dotrzeć, więc nie ma zmiłuj, trzeba się udać na wycieczkę.

Plan był prosty, bierzemy grilla i urządzamy piknik, jedziemy w niedzielę rano, przeskakujemy korki (druga strona miasta czyli w ruchu jakieś trzy godziny). Życie jednak powiedziałego takiego i się plan rozsypał, z powodów które powiem Ci Sebo na żywo w 1st Floor ;). W każdym razie wyjazd anulowany.

Dobra, niedziela, po 13, wychodzimy na śniadanie. Zanieczyszczenie lekko powyżej przeciętnej czyli 314 dla PM2.5, widoczność pi razy oko na jakieś kilkadziesiąt metrów, o dziwo w powietrzu unosi się aromat pobliskiego śmietnika, dziwne, normalnie smog zabija wszelkie zapachy inne niż spaliny. Niebo pięknej szarej barwy, internet mówi że, cholera, korków nie ma. Coś nienaturalnego. Po szybkiej naradzie znad porcji makaronu (jak chcecie zobaczyć co zazwyczaj jadamy to wykopię Was jeszcze raz na bloga Seby :) tutaj ) stwierdzamy że próbujemy, zobaczymy jak to wygląda. Bez grilla, bez zapasów, w połowie drogi dociera do nas że nawet nie wiemy gdzie jedziemy, gdzie jest wjazd a gdzie wyjazd, idziemy przed siebie i będzie dobrze.

Shougang, fabryka stali z 1919, rozłożona na prawie 9 kilometrach kwadratowych, w dniach chwały (1990) zatrudniała prawie 200 tysięcy ludzi (porównując Huta Sendzimira zatrudniała 40 tys). Na terenie fabryki (?) znajdowało się wszystko co ludziom potrzebne, mieszkania, szpitale, kina, gazeta ("Shougang Dzienny"), własne restauracje z własną marką lodów. Pracownicy miesiącami nie opuszczali terenu (z wywiadu z "Global Times").

Docieramy do punktu. Punkt się nazywa po prostu Shougang i został nam zaserwowany przez aksamitny damski wokal z bezbłędnymi tonami z GPSu. Przed nami brama, do połowy otwarta. Przyglądając sie na szybko nie widać aby mieli wysuwane kolce, decydujemy się na wjazd, jak na będą chcieli zatrzymać to po prostu jedziemy. W środku dociera do nas że wjechaliśmy do myjni samochodowej, nerwy nie były potrzebne. To jednak będzie nasza wymówka na cały dzień gdyby nas ochrona/policja zatrzymała - gdzie jest myjnia? Auto dostatecznie brudne, powinno przejść.

Jadąc dalej, okazuje się że jednak jesteśmy w jakiejś części fabryki, większość budynków zamknięta i zaplombowana, wszędzie cicho, rośliny kwitną, ochrona pielęgnuje i podlewa sałatę na obiad, klimat jak z "Jestem legendą" tylko bez zombiech ('iech? ów? ich? rany polska jazyk trudna byc).

Dojeżdżamy do placu z dźwigiem rozładunkowym, inne auto również tu zawitało, nie wchodzimy sobie w drogę, opuszczonych terenów jest dla każdego. Nastrój jest ostry, zarośnięty pojazd, zieleń, banda kilkunastu lekko nerwowych psów (bez skrupółów zaciągam Hebe bliżej auta, w razie jakby nie były zbyt przyjacielskie), ochroniarz którzy przygląda się jak wchodzę na dźwig ignoruje i wraca do sałaty. Chcemy więcej, ruszamy szukać.

Shougang zaczął być mniej lubiany pod koniec lat 90tych. Obawy o środowisko, ogromny apetyt na wodę której Pekin nigdy nie ma zbyt wiele, ogłoszenie w 2001 gdzie się odbędzie olimpiada w 2008, sprawiły że Shougang zaczął być persona nongrata. Krok po kroku fabryka została przeniesiona do Caofeidian, 200km od Pekinu. Dwa lata po zamknięciu Olimpiady, Shougang oficjalnie zakończył działalność.

To mi zabronił
Wiedząc że jesteśmy w dobrym miejscu, zaczynamy zwiedzać. Patrząc na mapę wyszło nam że jadąc tu i tu, dotrzemy do centrum fabryki. Parę chwil i kilometr wzdłuż muru dalej, dojeżdżamy do tym razem zamkniętej bramy, auta nie wciśniemy. Ludzie jednak, na rowerach skuterach i innych sprzętach, spokojnie wjeżdżali więc zachęcony udaję się na zwiad. Za bramą budka, w budce buja się strażnik, za budką wielka stalowa budowla. Gdy się rozglądam z otwarą buzią (serio, fajny widok), podtacza się do mnie strażnik i stanowczo, acz lekko pijano, mówi abym spadał. Gdy się pytam czy mogę strzelić fotkę (ostatnio jestem jakoś bardziej miły dla ochrony), wskazuje na nową kamerę na słupie i mówi że niestety nie można. Widać że jego to nie rusza ale nie chce mieć problemów. Wracam do auta i używam tajnej broni - wysyłam Hebe na negocjacje. Po minucie wraca i rzuca mi parę zdjęć i newsa - obcokrajowcy nie mają wstępu na teren fabryki, tak samo z robieniem zdjęć. Jest inna, główna brama ale mnie tam nie wpuszczą. Uuuuuuuuhhh.

Shougang jest zamknięty ale otwarty. W środku ciągle żyją ludzie, część hal jest wynajęta, w części hal praca ciągle wre, część jest otwarta do zwiedzania (dla chińczyków). W jednym z miejsc jakiś miesiąc temu miał miejsce koncert techno, "Intro", fabryka jest daleka od bycia martwą. Ludzie spaceruja, wyprowadzają psy i dzieci (w takiej kolejności), jeżdzą na rowerach. Ochroniarze sadzą wspomniane warzywa, prawie wszystko zarasta zieleń. Wygląda na to że rząd stara się zgentryfikować miejsce, reklamując jako teren gdzie powstaną studia artystyczne, animatorskie, coś w stylu 798. Część fabryk i hal zostanie zachowana i odrestaurowana, część udostępniona na galerie i studia. W chwili obecnej efektów jeszcze nie widać, jeszcze jest to uczucie zniszczenia i porzucenia.

Mijam bramę
Mamy plan. Auto ma przyciemniane szyby, więc chowam się na tylnej kanapie. Podjeżdżamy do bramy, policja przy wejściu, wygląda poważniej. Na szczęscie jakaś ciężarówka wyjeżdża, więc policja sprawdza ich, nas ignorując. Yay! Pierwsze 10 minut w środku w stresie, gdy po wyjściu z auta mija nas wóz ochrony prawie pognałem do auta odjeżdzając z piskiem i krzycząc że żywcem mnie nie wezmą! Prawie.

Natura
Teren jest ogromny, to co widzieliśmy na początku to jakiś przyczółek. Jedziemy w każde miejsce gdzie udaje się nam wcisnąć, wchodzimy prawie podobnie, a i tak jest dużo miejsc gdzie nawet nie zajrzeliśmy. Sporo ludzi zwiedza, część wygląda jakby żyła w okolicy, część na pożyczonych rowerach. Wiele miejsc zamkniętch, wiele dostępnych. Okolica tym razem jak z Walking Dead, szarostalowe niebo dodaje do klimatu apokalipsy. Rodzą mi się w głowie głupie pomysły, lecz nie tym razem, muszę mieć rękawiczki.

Spędzamy na terenie kilka godzin, zapada zmrok, raz jeszcze robimy gambit z chowaniem się z tyłu, ochrona nas ignoruje. W jednym miejscu nie próbujemy, ochrona jest i to nie jedna, trzech patyczaków siedzi na zewnątrz bramy i blokują przejazd. Może następnym razem. Znajdujemy plac gdzie kiedyś musiała być hala, został tylko beton i ścięte podstawy ze słupów. Ktoś się uczy jeździć, ktoś siedzi z latarką i sprawdza mapę, pewnie też zwiedza. W międzyczasie znajduję swoje małe nemezis, zauważam też autobus miejski. Następnym razem jak nas nie wpuszczą przez bramę to wjedziemy autobusem, lub przejdziemy po torach, ewentualnie kask i skuter, musi się dać. Gdy wyjeżdzamy, jak komfortowo siedzę z przodu (a co, wyrzucą nas?) zatrzymuje nas policjant na bramie, bez ostrzeżenia otwiera tylne drzwi i sprawdza czy czegoś nie wywozimy. Fajnie jest.

Jest późno jak piszę, czas się zawijać. Jestem pewien że jeszcze wrócimy, wrócę, mam nadzieję że ta drabinka ciągle tam będzie, że ochroniarz będzie sprawdzał inną część, ta bramka nie była wysoka, ja Tobie, Ty mi pomożesz i razem zobaczymy jak wygląda ten stalowoszarordzawobrudny świat ze szczytu.



 Słodkie focie:










Kumple już pobiegli




Eee nie wiem co to
Nemezis. Drabinka trzyma...













Życie kwitnie










0 komentarze:

Prześlij komentarz